Hej, dzisiaj miał być post ze stylizacją, ale pogoda skutecznie
uniemożliwiła nam zrobienie zdjęć. Tak więc będzie post
o rzęsach Ardell. Miałam ochotę je wypróbować już dawno
temu, ale później jakoś towarzyszyły mi kępki. W końcu
zdecydowałam się na zakup. Jesteście ciekawi jak się spisały?
Rzęsy otrzymujemy zamknięte w plastikowym opakowaniu,
są solidnie zabezpieczone. Pierwsze co mnie urzekło po
wyciągnięciu to ich lekkość. Wykonane są z naturalnych włosów
dlatego nie są tak sztywne jak te syntetyczne. 
Pasek na którym są umocowane jest praktycznie niewidoczny,
a rzęsy są bardzo ładnie rozmieszczone. Nie ma jednolitej
grubej firany, po przyklejeniu wyglądają naturalnie. Jedyny
problem miałam z szerokością paska, musiałam przyciąć ostatnie
dwie kępki, aby na moim oku wyglądały ładnie. Poza tym przy
samym końcu wydawały się już dla mnie za długie.
Po „zabiegu” zmniejszenia stały się już idealne 🙂
Przykleiłam je standardowo na kleju Duo z Inglota. Miałam
je całą noc, także możecie być pewne, że nic Wam
 się nie odklei ani nie odpadnie. Rzęsy ładnie dopasowują się
do kształtu oka i można je przykleić precyzyjnie. Linia łączenia
jest praktycznie niewidoczna. Na oku są niemal niewyczuwalne
zapewne dzięki swej lekkości. Według mnie rzęsy pięknie
podkreślają oko i uzupełniają każdy, nawet najprostszy makijaż.
Jak dotąd są to najlepsze rzęsy na pasku jakie miałam.
Polubiłam je chyba nawet bardziej  niż kępki 🙂
A Wy wspomagacie się czasem sztucznymi rzęsami?
Jakie są Wasze ulubione?
Pozdrawiam,
Kinga 🙂

ZAPISZ SIĘ BY OTRZYMYWAĆ INFORMACJE O NOWYCH WPISACH

Tak jak i Ty nie lubię spamu więc możesz być spokojna/y 😉

Dziękuję Za Zapis !