Kiedy na świat przychodzi Twoje Maleństwo dosłownie wszystko zmienia się o 180 stopni. Tak, tak banalny tekst, który pewnie słyszał już każdy z Was po sto razy. Coś jednak w nim jest i zgadzam się z nim w 100%.

Czas ciąży i oczekiwania na naszego Potomka jest cudowny. Czytamy mnóstwo artykułów na temat wychowania, pielęgnacji, karmienia, zabawy, rozwoju. Wszystko po to by jak najlepiej przygotować się do najważniejszej roli życia. Po to by spełnić oczekiwania swoje ale i w pewnym stopniu też otoczenia. Otoczenie wywiera na nas ogromny wpływ – z każdej strony jesteśmy bombardowani wizją wyidealizowanego macierzyństwa. Widzimy je w Internecie, telewizji. I nie ma nic złego w tym, że chcemy być dobrymi rodzicami.

Przed tym jak zostałam mamą sama oglądałam piękne zdjęcia czyściutkich i zawsze uśmiechniętych dzidziusiów na instagramie czy facebooku. Patrząc na nie w głowie wije nam się obraz macierzyństwa, które wydaje się być bardzo ale to bardzo proste i wręcz niewymagające. Naczytałam się też artykułów co w jakim przypadku robić, np. gdy dziecko płacze, gdy stęka, gdy grymasi. Byłam przygotowana, na 100 %. Tak przynajmniej mi się wydawało. Pamiętajcie, że Internet ukazuje tylko maleńki wycinek z życia i zazwyczaj są to te piękne momenty. Nikt nie pokazuje, że przed sielankowym obrazkiem ze zdjęcia wcześniej były trzy godziny płaczu, dodatkowo nie do końca wiadomo z jakiego powodu.

Dystans. To właściwe słowo.

Oglądając wszystkie piękne zdjęcia nie zapominajcie o dystansie. Bo gdy Twoje dziecko ma zły dzień, marudzi i płacze nie myśl od razu, że jesteś złą, gorszą  matką, bo u innych (na instagramie!) dzieci ciągle są czyste i uśmiechnięte. Tak jest tylko na zdjęciach. Skąd to się bierze? Chyba nikt nie chce pokazywać smutnych, przytłaczających obrazków z  życia. I to jest całkiem normalne, chyba każdy z nas tak ma. Sama też wrzucam tylko te „ładne” zdjęcia. Według mnie nie ma w tym nic złego, ale powtórzę raz jeszcze, umiejmy się do wszystkiego zdystansować.

Najgorszy okres bycia rodzicem? Tak nie boję się użyć tego słowa, najgorszy. U mnie był to pierwszy miesiąc razem z Maleństwem. Oczywiście, że bardzo się cieszyłam że ta mała istota jest już z nami. Niestety na początku nie do końca się jeszcze rozumiałyśmy, uczyłam się jej potrzeb z każdym dniem. Dla mnie był to najcięższy okres, nowa jakże wymagająca rola, nieprzespane noce a co za tym idzie zmęczenie a w końcu frustracja. Nie było tragicznie, ale dopiero po jakimś czasie zaczęłyśmy się „dogadywać” J . Uśmiech i radość dziecka wynagradzają wszelkie trudy macierzyństwa, w jednej sekundzie zapominasz o zmęczeniu J Tak niewiele a wystarczy do szczęścia.

Zauważyłam, że na prawdę dużo daje mniej więcej stały rytm dnia. Dziecko przywyka do pewnych zachowań i tak u nas po kąpieli jest kolacja i usypianie już na noc. Maja nauczyła się tego schematu i tak wieczory mam dla siebie. Oczywiście czasem zdarzą się jakieś wyjątki gdy jest marudna i nie zasypia od razu. Na szczęście są to sporadyczne sytuacje.

Niesamowite jest to, że każdego dnia zaskakuje mnie swoimi nowymi umiejętnościami. Obserwacja Jej rozwoju daje mi wielką radość, ale niesie też za sobą wielką odpowiedzialność. Dziecko przecież uczy się od nas, rodziców. To my jesteśmy ich motywatorami.

Najlepszą lekcję do bycia mamą wbrew pozorom   nie dały mi żadne książki czy artykuły.

Najcenniejsze wskazówki dostałam od mam z doświadczeniem, a głównie od mojej przyjaciółki Eweliny, za co jestem jej na prawdę wdzięczna ! J Wiem, że na pewno jeszcze wiele się od niej nauczę i wiem, że w każdej chwili mogę poprosić o radę czy pomoc. Moje dziecko uwielbia tą Ciotkę, Maja chyba wyczuła to doświadczenie i wprawę 😛

Poza tym po tych 4 miesiącach stwierdzam, że najlepiej dobrze obserwować swojego Malucha i starać się stworzyć z nim zgrany duet. Każde dziecko jest inne, a więc do każdego powinno się podchodzić nieco inaczej. Jedno jest pewne, miłość rodzicielska jest nie do opisania i nie do zastąpienia.

A jak Wy wspominacie pierwsze miesiące bycia rodzicami?

______________________________

Pozdrawiam,

Kinga